Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Mass Effect’

Tym razem BioWare zaserwowało nam bardzo nietypowe DLC. Gdyby Mass Effect 3  potraktować jak serial, to Mass Effect 3: Citadel DLC byłby odpowiednikiem wyrwanego nieco z kontekstu odcinka integrującego ekipę. Gdyby dodać nieco retrospekcji (choć z sumie za takie można traktować pamiętniki Andersona) byłby wręcz klasycznym przedstawicielem takiego podejścia.

Znajdziemy tu sporo humoru, interakcji z postaciami i bardzo dużo nawiązań do fabuły Mass Effect 2 (czyli poprzedniej części przygód komandora). Obserwowanie jak towarzysze nabijają się z Sheparda z powodu zniszczeń jakie powstały z jego udziałem w pewnej ekskluzywnej resturacji, czy jak komandor daje wodzić się za nos nowemu przeciwnikowi sprawiło mi sporą przyjemność.

Ogólnie to dodatek skierowany do fanów serii, którzy chcą między inymi pobawić się interakcjami z ulubionymi bohaterami. Do fabuły Mass Effect 3 to DLC nie wnosi właściwie nic nowego. Za to dawka dobrej zabawy jaką serwuje jest naprawdę potężna.

Jeśli jesteś fanem serii śmiało mogę Ci ten dodatek polecić. Nie znajdziesz tu pomaptyczności z Omegi, czy ciężkiego klimatu z Leviathana, a urlopową przygodę Sheparda i spółki. Skrót fabuły brzmi może jak (serialowy) zapychacz, ale całość naprawdę daje masę satysfakcji. Osobiście polecam – bawiłem się świetnie.

Reklamy

Read Full Post »

Będzie krótko i subiektywnie. Szczegółów fabuły staram się nie zdradzać ponad to co i tak wiadomo z oficjalnych materiałów.

Nowa dodatek do Mass Effect 3 jest trudny do oceny. Po pierwsze Omega to w gruncie rzeczy oddzielna historia – brak tu właściciwie nawiązań do wydarzeń z głównego wątku gry, poza samym Zbiorem. Do walki o odzyskanie stacji stajemy z Arią. W pewnych misjach towarzyszyć będzie nam jeszcze Nyreen Kandros przywódczyni Szponów. Z nowych wrogów: Adiutanci.

Fabuła kręci się wokół odzyskania stacji i ogranicza praktycznie do walki. W trakcie misji jest kilka (bodajże dwie) czasówek, ale ogólnie poziom trudności całego dodatku nie powala. Więcej kłopotów sprawił mi Leviathan.

Pewną ciekawostką, jest klimat jednego z poziomów mocno nawiązujący do survival horroru. Zapowiadanych wyborów moralnych jest raczej jak na lekarstwo. Za to wrócił charakter rozgrywki znany z Mass Effect 2. Wyruszamy z bezpiecznej bazy, mijamy przyczółek i wpadamy na wrogie jednostki.

Miło jest wrócić do Mass Effect 3, ale nie dziwi mnie że historia Omegi została wycięta z głównej gry. Zwyczajnie ma się nijak do postałych wątków i stanowi w pełni odrębną, zamkniętą całość. Gdyby nie spajające wszystko motywy Żniwiarzy i Cerberusa oraz postać Arii to Omega DLC mogło by wyjść właściwie pod dowolnym tytułem.

Omega DLC zapewnia całkiem fajny powrót do Mass Effect 3, ale nie jest to dodatek który musi mieć koniecznie każdy. Historia Sheparda na jego pominięciu nie ucierpi. Ogólnie to solidny kawałek rozgrywki, ale bez szaleństw.

Tym, którzy chcą odświeżyć sobie grę, a do tej pory nie próbowali polecam pograć w trybie automatycznych dialogów. Ja już grę (i dodatek Omega) w ten sposób przeszedłem i mam teraz dylemat, czy Shepard jest nawiększym bohaterem wśród dupków, czy największym dupkiem wśród bohaterów. W każdym razie moi Shepardzi bardzo się od niego różnią.

Read Full Post »

Najnowsze DLC do Mass Effect już za mną. To była interesująca przygoda. Po pierwsze fabularnie jest nieco inaczej zrealizowany. Mamy tu tryb „znajdź wskazówki i wykorzystaj”, ale niestety w praktyce wygląda to na snucie się po pomieszczeniu i klikaniu spacji.

Opowiedziana historia, w założeniu mroczna, jest w sumie emocjonalnie obojętna – w tej grze i tak trup ściele się gęsto, a indoktrynacja jest chlebem powszednim.

Nieco lepiej ma się „strzelająca” część. Mapy są dość interesujące, a arsenał przeciwników zbliżony do tego, który spotkamy na Ziemii. Fajnym patentem wydaje się ten, gdy musisz dostarczać pewne przedmioty we wskazane miejsce, a ich zużywanie się po zainstalowaniu stanowi limit czasowy dla kolejnego wykonania tego zadania.

Ogólnie spędziłem miło ok. 3 godzin, ale bez rewelacji. Brakowało mi silniejszej interakcji z postaciami. Natomiast jest jak gdzie postrzelać, a przeciwnik nas nie oszczędza (co prawda z mwojej winy, ale w trybie fabularnym był moment gdy padli mi obaj partnerzy – a to jest ekstremalnie trudne do zrealizowania na tym poziomie trudności).

Kto widział zwiastun Leviathan DLC nie zobaczy w grze nic zaskakującego – jak to czasem bywa dostaliśmy wybór najlepszych scen.

Read Full Post »

Każde interesujące uniwersum wcześniej czy później doczeka się przynajmniej fanowskich adaptacji w postaci gry fabularnej. Nie inaczej jest z Mass Effect. Pogrzebałem chwilkę w Interencie i podzielę się teraz znaleziskami.

Mass Effect Tabletop [Stuffer Shack]

Póki co jeszcze raczej szkic, za to uzupełniony przykładowymi postaciami. Oparty o mechanikę Mutants and Masterminds 3E wydawnictwa Green Ronin. Na pewno warto zapoznać się z tymi materiałami.

Mass Effect 2: The (Tabletop) RPG [Dagda’s Workroom]

Mechaniczną bazą wyjściową jest d20 (co nie znaczy, że używa tej mechaniki). Nie ma tego wiele. Wpis inicjujący. Raport z testów. Pojedynczy dokument z regułami starć. Wszystkie wpisy dotyczące gry zebran są w odpowiedniej kategorii.

Mass Craft

Spory dokument PDF. Konwersja opiera się o mechanikę Mastercraft wydawnictwa Crafty Games.

Mass: The Effecting

Wikipedia z konwersją na nWoD.

Konwersje na mechanikę Savage Worlds

Oczywiście najlepiej rozpocząć poszukiwania na stronie z konwersjami. Dwie są moim zdaniem szczególnie warte uwagi.

Savage Worlds Mass Effect 5.1 (Evan Kreider)

Konwersja kompatybilna (od wersji 5.1) z Savage Worlds Deluxe. Oparta o pierwszą grę z serii Mass Effect. Założeniem nie jest dosłowna konwersja gry komputerowej z wszystkimi jej aspektami, a raczej podciągnięcie tego co się da pod preferencje autora. Łącznie 47 stron tekstu bez ilustracji.

Modyfikacje mechaniczne są niewielkie, a dokument nie zawiera nawet szczątkowego opisu świata gry. Znalazło się za to miejsce dla bestiariusza. Całość wygląda na kompletną.

Savage Mass Effect (Jim @ Exploding Dice .com)

W przeciwieństwie do poprzedniczki dokument z konwersją zawiera szczątkowy opis świata. Większość informacji pochodzi w wikipedii poświęconej grze komputerowej. Łącznie to 35 stron wraz z ilustracjami (głównie zrzuty ekranu z gry komputerowej). Punktem wyjścia jest Savage Worlds Explorer Edition. W przeciwieństwie do poprzedniczki mniej tu zmian mechanicznych, część biotyki została zmapowana na moce z podręcznika podstawowego. Teoretycznie dokument nadal jest rozwijany  (wersja 0.81) – zawiera zapowiedź uwzględnienia w kolejnych wersjach reguł dla statków i modyfikacji broni (co świadczy raczej o podejściu „przenieśmy wszystko z gry”).

Konwersje na mechanikę d6

Znów dwie pozycje są warte uwagi.

Bozark’s Mass Effect D6 Core Rules

76 stron ilustrowanego tekstu. Znów głównym źródłem informacji i grafik jest wikipedia gry. Głównie zawiera infomacje o tworzeniu postaci. Mechaniki w praktyce nie uświadczymy, za to tekst odwołuje się do Star Wars d6 Handbook.

LeD6’s Mass Effect D6 Rules (LeDition)

Opis na stronie sugeruje, że to konwersja wykonana przez polskich fanów, a przynajmniej przy ich udziale. Dokument ma 61 ilustrowanych stron. Znajdziemy tu nieco więcej mechaniki niż w poprzednij konwersji, ale i tak bez podręcznika do d6 się nie obejdzie. Wydaje się kompletniejsza od poprzedniczki i z cała pewnością wywodzi się z filozofii konwertowania 1:1.

Konwersje na mechaniki z grupy Fate

Z konwersjami na Fate jest pewien zasadniczy problem. Większość z nich ogranicza się do przedstawienia z jakiego wariantu mechaniki pierwotnej korzysta (Spirit of the CenturyStrands of Fate, Bulldogs!, Diaspora, Dresden Files), informacji o tworzeniu postaci (modyfikacje dla ras) i ewentualnie drobnych (najczęściej bardzo drobnych) zmian mechanicznych.

Największa objętościowo konwersja jaką udało mi się znaleźć to Hacking Diaspora to Mass Effect. Łącznie 56 stron modyfikacji oryginalnych reguł Diaspory. Treść korzysta z Diaspora SRD i została opublikowana na licencji Creative Commons przez Matthew Goodinga. Bazę stanowią dwie pierwsze odsłony gry komputerowej.

Pomysł konwersji opiera się na odpowiednim dobieraniu Sztuczek i Aspektów, tak aby uzyskać odzwierciedlenie ras i klas z Mass Effect. W dokumencie znajdują się przykłady postaci z gry komputerowej wraz z dość obszerny uzasadnieniem doboru cech. Ponadto konwersja implementuje reguły mające oddawać znaną z gry komputerowej charakterystykę postępowania (Renegade/Paragon).

Powyższa konwersja jest właściwie jedyną tak obszerną (dla Fate) jaką udało mi się znaleźć. Pozostałe mechaniki doczekały się zazwyczaj szczątkowych, bądź niekompletnych zestawów reguł, najczęściej w postaci szkicu na jakimś forum. Za to nie ominięto chyba żadnej z wariacji tej mechaniki (znalazłem konwersje dla: Diaspora, Strands of Fate, Bulldogs!, Dresden Files).

Jednopostówki

Bardzo często konwersje to zaledwie klika stron, czy wręcz jeden post na forum z propozycjami. Takich też znalazłem kilka:

Inne

Gdy temat jest nośny, popularny liczba konwersji gwałtownie rośnie. W formie szkicu pojawia się praktycznie na każdą mniej lub bardziej popularną mechanikę. Między innymi udało mi się znaleźć konwersje na World of DarknessStars Without Number i Ashen Stars  (mechanika Gumshoe). Jestem przekonany, że można znaleźć szkice dotyczące praktycznie każdej jeszcze żywej mechaniki.

Linki przydatne przy konwertowaniu

Na zakończenie

Gdybym miał w tym momencie poprowadzić grę fabularną w uniwersum Mass Effect poważnie rozważałbym dwie, może trzy z powyższych możliwości.

Przede wszystkim musi to być konwersja na mechanikę, którą mam w swoich zbiorach i dobrze ją znam – nie ma sensu uczyć się nowej. To w praktyce ogranicza wybór do Savage Worlds i niektórych odmian Fate. Z Fate jest ten problem, że poszczególne warianty różnią się czasem dość znaczącymi szczegółami. Gdybym miał mimo wszystko wybierać padłoby chyba na Bulldogs! Mechanika podstawowa mieści się na 168 stronach, a konwersja na kolejnych dwóch.

Bliżej mi jednak do konwersji na mechanikę Savage Worlds. Z dwóch, które wskazałem powyżej wybrałbym raczej Savage Worlds Mass Effect 5.1 Evana Kreidera. Między innymi dlatego, że zgadzam się z jego założeniami odnośnie konwersji.

Pozostałe mechaniki odpadły albo ze względu na moją ich słabą znajomość (a często niedostępność, jak w przypadku tych komercyjnych). Nie wykluczam jednak, że gdybym znał lepiej d6 (dostępną za darmo) zdecydowałbym się na którąś z tych konwersji.

Keelah se’lai.

Read Full Post »

Seria Mass Effect należy do moich ulubionych. Z pierwszą częścią zetknąłem się przypadkiem – była dołączona do czasopisma komputerowego. Wciągnęła mnie na tyle, że gdy tylko ją przeszedłem natychmiast nabyłem część drugą. Przepadłem na wiele godzin przechodząc ją trzykrotnie pod rząd, w tym raz zaczynając od części pierwszej. Moje oczekiwania w stosunku do części trzeciej były naprawdę spore.

Nie dołączę bezkrytycznie do ludzi wieszających psy na tej grze, ale nie zamierzam ukrywać – jestem rozczarowany. Dwójka wciągała interakcją, wyborami moralnymi, eksploracją fabuły i relacji z towarzyszami. W Mass Effect 3 jest mniej rozwijania fabuły – zastąpiło je domykanie wątków rozpoczętych wcześniej. Od pierwszych minut widać, że historia zmierza do końca i że nasz wpływ jest coraz bardziej ograniczony.

O ile ME2 dawało iluzję wielowątkowości i dowolności wyboru, w ME3 mam wrażenie poruszania się w przestrzeni zamkniętej i to na dodatek takiej, gdzie wszystkie drogi zbiegają się w tym samym punkcie. Czułem się trochę jak podczas oglądania filmu, gdzie mam jedynie możliwość minimalnego wpływu na rozwój wydarzeń. Poprzednie części przyzwyczaiły mnie do czegoś innego.

Także misje jakie przyjdzie nam wykonywać tchną sztampą. Nie czuje się tych emocji jak wtedy, gdy nie do końca wiadomo było, czy Człowiek-Iluzja nami manipuluje, czy jednak to my mamy kontrolę nad sytuacją. Przeszkadza mi też nieco wpływ trybu multiplayer na gręsinglową. Bez grania w sieci nie mamy szans na podbicie wysoko zasobów decydujących o dostępnych zakończeniach gry. Sam tryb gry wieloosobowej daje radę, choć z pewnością miłośnicy tego typu rozrywki znają lepsze pod tym względem gry.

Za to sama fabuła jest epicka. Dzieje się dużo i w skali makro. Tylko co z tego, gdy mimo bezpośredniego zaangażowania w wydarzenia, bliżej nam do statusu obserwatora który biega z karabinem z miejsca na miejsce. Na plus działa zamknięcie wszystkich wątków z poprzednich części – dzięki temu historia wydaje się być kompletna. Interesujący jest rozwój relacji z poznanymi osobami, przez co bohaterowie wydają się pełnowymiarowi – tym bardziej, że rozwijają się także relacje między nimi.

Gra jest warta nabycia i poświęcenia jej tych kilkunastu godzin, choć jest moim zdaniem słabsza od ME2 i na poziomie porównywanym z ME1 (trudno mi się zdecydować, czy jest lepsza, czy gorsza – dużo zależy od porównywanego elementu). Szkoda, bo mogło być zdecydowanie lepiej.

Ze sporym niepokojem czekam na nieśmiało zapowiadane kolejne gry w tym uniwersum. To się może źle skończyć.

Gdybym miał ocenić:  8+/10. Dla porównania ME2 to 10/10, a ME1 to 8/10.

Post scriptum

Po wydaniu DLC Extended Cut spokojnie można podbić ocenę do 10/10 (na mniej niż 9+/10 z całą pewnością nie zasługuje). Szkoda, że nie można było tak od razu.

Read Full Post »

« Newer Posts