Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘systemy autorskie’

Nibykonkurs to moje przekleństwo. Od lat zajmując się systemami autorskimi nigdy nie odważyłem się wziąć w nim udziału. W końcu, postanowiłem  spróbować swoich sił w XIX edycji. Oczywiście napisanie czegokolwiek naprawdę sensownego w tydzień, na zadany temat, graniczy z niemożliwością, ale ostatecznie dopiąłem swego i udało mi się sklecić jakiś szkic. Tym samym mojej demony uważam za pokonane, a ciekawskich odsyłam do poniższego linku.

Czerwone Serca (wybrane hasła: Carska Rosja, Utracony raj)

Reklamy

Read Full Post »

To się musiało w końcu zdarzyć. Kawał czasu temu chodziło mi po głowie, by przy okazji prowadzenia Karnawału Blogowego wrzucić systemy autorskie jako temat. Postanowiłem tego nie robić, ale jak widać co się odwlecze to nie uciecze. Systemami autorskimi (czy też amatorskimi – spory o nazwę mają się całkiem dobrze) zajmowałem się kilka, może nawet kilkanaście lat. Prowadziłem serwis im poświęcony wyszukując je w sieci, pisząc ich recenzje. Część nabytej wiedzy zgromadziłem i opublikowałem w postaci artykułu, który po dziś dzień wisi na Poltergeiście (i na tym blogu). W tym czasie wiele się zmieniło. Ale od początku…

Moje systemy

Do własnego systemu autorskiego miałem dwa podejścia. Pierwsze jeszcze w okolicach pierwszego polskiego wydania Cyberpunk 2020. Na rynku były tylko polskojęzyczne gry fantasy, a ja miałem „genialny” pomysł na mechanikę. Na tychże regułach się skończyło. Żadnego opisu świata – niczego więcej. Zapał minął mi po około dwóch miesiącach. Głównie po miażdzącej krytyce kolegów z którymi wtedy grałem. Oczywiście mieli rację, ale wtedy niekoniecznie byłem do tego przekonany. Na szczęście czas był łaskawy, a amigowskie dyskietki z plikami trafił szlag. Kolejne podejście to Fallen Angels. Tworzyliśmy go razem z kolegami z którymi wtedy grałem. Nazwa wzięła się z początkowego pomysłu na reinkarnację dusz bohaterów. Pomysł ostatecznie gdzieś się zagubił i został tylko tytuł mający się nijak do typowej gry fantasy mocno nawiązującej do D&D.

Tym razem wziąłem się do pracy inaczej. Uprościłem mechanikę, zacząłem opisywać swoją część świata. W porywie ekscytacji projektem napisałem nawet do podręcznika traktat o magii, który wyjaśniał teorię działania magii tak jak ją jej użytkownicy postrzegają. Jakiś czas później grupa zaczęła się rozpadać, a ja zamieściłem materiały w Internecie. Strona na której to zrobiłem później gościła serwis Aleja Fantasy.

Byłbym zapomniał – było jeszcze trzecie podejście. Właściwie to chciałbym o nim zapomnieć. To było parę lat temu. Do głowy przyszedł mi całkiem fajny pomysł. Na tyle fajny, że wydawało mi się, że uda się go zrealizować w kilku krokach. Niewiele (oj niewiele) myśląc postawiłem stronę i obwieściłem światu rozpoczęcie prac. Szybko zarysowałem cele i założenia i już przy trzecim wpisie zorientowałem się, że nie wiem dokąd tak naprawdę zmierzam i jak chcę to osiągnąć. Na dodatek uświadomiłem sobie, że choć proces tworzenia z całą pewnością dostarczy mi masę satysfakcji, to efekt nie będzie nadawał się do grania. Zwyczajnie w aktualnie rysującej się postaci nie było w grze miejsca na postaci graczy. Cóż to, że świetnie znasz się na samochodach nie oznacza, że potrafisz je projektować. Wziąłem więc przykład z branży motoryzacyjnej i projekt „zawiesiłem” – u nich to oznacza zamknięcie linii produkcyjnej. Wróćmy jednak do czasów drugiego projektu – Fallen Angels.

Aleja Fantasy

Dość szybko na powstałej wtedy stronie zacząłem zamieszczać linki do innych wyszukanych w sieci systemów autorskich. To były czasy, gdy wyszukiwarki praktycznie nie istniały i trzeba było żmudnie grzebać po katalogach stron i klikać tysiące odnośników. Katalog powoli się rozrastał, a ja zacząłem pisać recenzje znalezionych materiałów (nie tylko systemów autorskich, ale ogólnie wolnodostępnych). Serwis stopniowo, ale systematycznie zdobywał coraz większą popularność, szczególnie gdy uwzględni się niszowość tematyki. W tym mniej więcej okresie podobnych stron powstało więcej, ale większość z nich utrzymywała się w sieci zaledwie około roku, góra dwóch. Mój utrzymał się około ośmiu.

Zmęczenie materiału

Z czasem przyszło znużenie. Nie da się napisać recenzji bez przeczytania systemu. A te stawały się coraz dłuższe i niestety prawie wszystkie cierpiały na tę samą chorobę – ego autora.

Dzielę systemy autorskie na dwie głowne kategorie według kryterium celu pisania. Pierwsza to gry pisane przez grających ze sobą ludzi o podobnym spojrzeniu na zagadnienie. Tworzą grę idealną dla siebie. Takie podejście do tematu uważam za jak najbardziej godne polecenia. To co powstanie ma rację bytu, nawet jeśli tylko dla tych kilku osób. Takie gry jednak rzadko wypełzają z szuflady na światło dzienne.

Druga kategoria to „dzieła” wyrosłe na ego twórcy. Nie ma zanaczenia jak zaczęły powstawać – istotne jest tylko to, że twórcy uważają je za tak wspaniałe, że muszą podzielić się nimi ze światem, który powinien klęknąć z zachwytu. Niestety przy pierwszym spojrzeniu najczęściej widać, że człowiek który je tworzył zna ze dwie mechaniki na krzyż i to tylko z wydanych w języku polskim, uważa że elfy i krasnoludy pod innymi nazwami to już oryginalny pomysł, a zdanie w ojczystej mowie po przelaniu na klawiaturę zyskuje pisownię graniczącą z orientalną. Na dodatek delikwent jest prawie zawsze otwarty na krytykę jak nasza klasa polityczna. Oczywiście nieco uogólniam, ale obiektywny obraz wcale nie jest rażąco lepszy.

Za którymś razem nie dałem rady. Przestałem pisać stricte recenzje, a raczej sprawozdania, czy też streszczenia z tego co jest w środku podręcznika. Później nawet z tym był problem, bo jak przebrnąć przez 300 stron, gdy na pierwszych roi się od błędów logicznych (w mechanice), ortograficznych (w tekście), matematycznych (w przykładach)? Zacząłem pisać zdecydowanie rzadziej.

Na dodatek Google zabiło konieczność tworzenia katalogu – jest co prawda jeszcze parę stron z zasobami (GobasFREE RPGs ON THE WEB1km1kt), ale wszystko można i tak znaleźć przy użyciu wyszukiwarek. Recenzje znużyły mnie kompletnie, a „poważne” serwisy o grach fabularnych zaczęły w końcu dostrzegać od czasu do czasu systemy autorskie. Pora było kończyć.

Panta rhei

Wiele się zmieniło przez te lata. Przede wszystkim dziś już nie ma praktycznie systemów autorskich takich jak dawniej. Zmieniło się podejście do ich tworzenia, a przynajmniej dotyczy to tych przygotowywanych z zamiarem publikacji. System autorski przeszedł daleką drogę od swej pierwotnej postaci do dzisiejszej – darmowej gry fabularnej tworzonej przez fanów. Wynika to pewnie ze zdecydowanie lepszej dostępności gier fabularnych, możliwości technicznych (w tym komunikacyjnych).

Dziś darmowa gra fabularna to ładnie złożony, ilustrowany PDF, który często przeszedł przez redakcję i korektę (także merytoryczną). Coraz częściej gości też w druku na żądanie. Gra bywa przetestowana, a wnioski z tychże testów mają wpływ na jej ostateczną postać. Momentami całość ociera się o profesjonalizm. Znaczy, że teraz jest dużo lepiej? Otóż nie.

Niestety dość często warstwa prezentacyjna jest zdecydowanie lepsza niż merytoryczna. Dotyczy to w równym stopniu gier obcojęzycznych. Spora część gier nie wyróżnia się praktycznie niczym od pozostałych. Takich, w których widać jakieś nowe pomysły jest jak na lekarstwo. Za to ilustracje i promocja często godne są w pełni profesonalnych projektów. Efekt jest taki, że przez mój dysk przewija się kilka lub kilkanaście takich projektów, których nie warto czytać, a szkoda usunąć, bo ładnie wyglądają. Dzisiejsze możliwości techniczne i dostępność tych rozwiązań sprawiły, że nie trudno o ładne opakowanie dla marnego produktu. Z drugiej strony mówimy o darmowych grach, a ponoć darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.

Ostatnie słowo

Po lekturze tego tekstu można odnieść wrażenie, że zmarnowałem kilkanaście lat życia na zajmowanie się tematyką nie wartą poświęcenia nawet minuty, a systemy autorskie uważam za zło wcielone.

Nie. Są wsród tych systemów perełki warte publikacji. Uważam, że warto tworzyć gry na potrzeby grup w których się gra. Czasem trzeba też dać upust własnej kreatywności. Tylko nie zawsze trzeba (uwaga przenośnia) wybiegać nago w przestrzeń Internetu z okrzykiem „Eureka!”, by potem podpalać stos pod tymi, którzy „nie docenią” naszej genialności. To nie znaczy, że nie należy próbować wcale – po prostu więcej pokory. Nie wszyscy załapią się na ten 1% darmowych gier wartych zagrania.

Wpis powstał w ramach 35. Karnawału blogowego.

Read Full Post »